Stanisław Oleksiak

Wziąłem do ręki tekst Tadeusza. Przeczytałem spis treści, a później kilka rozdziałów. I wróciło. A wydawało się, że upływ czasu liczony na dziesięciolecia oczyścił pamięć. Nieprawda! Ożyły miejsca, osoby, wydarzenia. Ożyły momenty także strachu – bo to ludzkie przecież doznanie. Instynktowna chęć skurczenia się, oczekiwania na ciosy i wyzwalający krzyk!

Pozbywanie się resztek zębów, które przeszkadzały w bolejącej szczęce. Smak połykanej krwi. I słowa, z różnym pogłosem docierające do uszu. I dłonie Zielińskiego, śledczego, potężne jak bochny chleba. Wróciły skryte w zakątkach pamięci postacie – różne. Także takie, które powinny zostać w niej na stałe, zawsze. I one wróciły najbardziej wyraziste. Bo były wzorem, pokrzepieniem. I pamięć strażniczki na 10-tce, która dyskretnie podała mi nici i igłę, bo wiedziała, że są potrzebne. To pozwalało przetrwać. I podłość strażnika z „gulą na twarzy” w 2-gim pawilonie wronkowskiego więzienia, który pod pozorem „brudno tu” kazał kalifaktorowi lać wodę na próg mojej pojedynki i wrzucał w nią pościel. A najbardziej wzruszające to wspomnienia rzadkich „widzeń” z Matką. Prawie bez słów.

Książka Tadeusza M. Płużańskiego, syna kolegi ze wspólnej celi mokotowskiego więzienia nie tylko służy wspomnieniom. To jest udziałem już stosunkowo niewielkiego grona osób. Znaczeniem jej jest – jak sądzę – wprowadzenie do pamięci naszej, pamięci historycznej pokoleń, koniecznej prawdy o systemie, który ogromne, nieodwracalne szkody przyniósł naszej Ojczyźnie. O tym należy pamiętać.

Stanisław Oleksiak
Prezes Zarządu Głównego
Światowego Związku Żołnierzy
Armii Krajowej