Bezkarni

Dopiero po latach, dzięki takim autorom jak Tadeusz Płużański i możliwości dobrania się do zasobów archiwalnych, można zdrapać politurę i kurz świętego spokoju i zapytać o zbrodnie.

Żyliśmy wśród nich. Niektórych, jak Baumana, Baczkę czy Brusa wykreowano na naszych bohaterów, za których w czas marcowych protestów roku 1968 braliśmy pałą po głowie, traciliśmy indeksy, pakowano nas w kamasze. Osobiście zetknąłem się z kilkoma postaciami z tego środowiska, może nie z najwyższej półki - starszymi, kulturalnymi, przeważnie bardzo oczytanymi erudytami o krytycznym stosunku do rzeczywistości. Lepiej znałem ich potomków i pociotków, wyróżniających się talentem, przebojowością, żeby nie powiedzieć hucpą. Niektórych podziwiałem - Adam Michnik, Danuta Morel, Magda Umer, Michał Komar - co my wiedzieliśmy o ich braciach, ojcach czy stryjach? Kiedy mój kierownik kabaretu Mikser przyszedł zalewając się łzami, że wyjeżdża rodzina jego najlepszego przyjaciela Fejgina, żaden dzwoneczek nie odezwał mi się w uchu. Nie tylko mnie. Słyszało się o Bermanie, Radkiewiczu, ale nie wiedzieliśmy nawet, czy i gdzie żyją.

Dopiero po latach, dzięki takim autorom jak Tadeusz Płużański i możliwości dobrania się do zasobów archiwalnych, można zdrapać politurę i kurz świętego spokoju i zapytać o zbrodnie. Wcześniej, mimo potępienia stalinizmu, tropiono jedynie zbrodniarzy hitlerowskich. Kąkolewskiemu zapewne nawet do głowy by nie przyszło, żeby zwrócić się do Heleny Wolińskiej, Stefana Michnika czy Igora Andrejewa z pytaniem „Co u pani (pana) słychać?".

Płużański (sam syn więźnia systemu stalinowskiego) mówi o nich krótko - „bestie". Można używać innych dosadnych słów dla ubranych w togi czy mundury morderców Polaków - kaci, zbrodniarze. Pochodzili z różnych środowisk, bywali z pochodzenia Żydami, Polakami, Ukraińcami, mieli piękne, a także paskudne rodowody okupacyjne, jednak zjednoczyła ich nadgorliwość wobec stalinowskiego reżimu.

Płużański przedstawia szeroką galerię tych postaci. Jest m.in. zasłużony współpracownik NKWD Stanisław Supruniuk, który mimo zarzucenia mu przez IPN 19 zbrodni komunistycznych, dożył starości jako zasłużony partyzant i weteran lewicy. Jest Ryszard Młynarski, ojciec min. Danuty Huebner, który w „cudowny" sposób wyparował z Wikipedii, kat Polaków z UB w Nisku.

Są mordercy rotmistrza Pileckiego - prokurator Czesław Łapiński, sędziowie i przedwojenni prawnicy - Jan Hryckowian, Józef Badecki, zza których pleców wyrastają widma reżyserów procesów pokazowych - Radkiewicza, Różańskiego, Romkowskiego czy Luny Brystygierowej. Poznajemy nazwiska pomniejszych oprawców. Niektóre z postaci ujawnionych przez Płużańskiego przez całe lata pozostawały w cieniu, jak „krwawy Julek" - sędzia Julian-Polan Haraschin, którego sumienie obciąża 60 wydanych wyroków śmierci. Podczas swoich meandrów życiowych zdążył on nawet kolaborować z Niemcami. Tylko wskutek interwencji senatora Romaszewskiego nie pochowano sędziego-mordercy Widąja na cmentarzu służewieckim wśród rzeszy jego ofiar. W wolnej Polsce wysokie emerytury odbierali także ci, którzy zabijali skazańców sowiecką metodą strzałem w tył głowy.

Oczywiście, oprócz katów w pracy Płużańskiego występują także bohaterowie: Witold Pilecki, August Nil-Fieldorf, „Zapora", „Łupaszko" oraz legenda PPS-u i ofiara procesu moskiewskiego Kazimierz Pużak. Możemy dowiedzieć się o powojennych losach Kostka-Biernackiego, uprowadzonego przez Borejszę i oczekującego na egzekucję w celi śmierci z Erichem Kochem...

Lekturze książki „Bestie" towarzyszy rozpacz - przedstawione jest w niej morze ludzkiej krzywdy, bezprawia, równocześnie gniewu. Jak to możliwe, że za rozliczenia zabrano się tak późno i to w trybie praktycznie uniemożliwiającym wydanie sprawiedliwego wyroku? Na dobrych posadach, ciepłych emeryturach lub emigracji większość zbrodniarzy doczekała późnego wieku i zmarła, nie doświadczywszy żadnej, nawet najmniejszej kary za swoje zbrodnie.
Jedyna pociecha, że dzięki książce pozostaną na stale w Panteonie Narodowej Hańby!

Autor. Tadeusz M. Płużański. Wydawnictwo: Biblioteka Wolności, 2011