Podlaski Hersz, syn Mojżesza i Szpryncy

O pułkowniku Henryku Podlaskim, w latach 50. zastępcy Naczelnego Prokuratora Wojskowego (Stanisława Zarako-Zarakowskiego) do spraw szczególnych, jednym z najbardziej wpływowych, a zarazem okrutnych funkcjonariuszy komunistycznego systemu bezprawia, mało się dziś pisze i mówi. Jego zdjęć nie ma na wystawach przedstawiających stalinowskich prokuratorów. Dlaczego?

W 1956 r. nagle zniknął i ślad po nim zaginął. Mówiło się, że utonął w nurtach Bugu. Miał to być wynik nieudanej przeprawy przez rzekę podczas ucieczki na Wschód, albo akt samobójczy. W 1966 r., po 10 latach starań, żona oprawcy uzyskała potwierdzenie jego zgonu. Oficjalna wersja głosiła, że umarł 31 grudnia 1956 r. Istnieją jednak relacje, że cała sprawa została sfingowana, a Podlaski... zamieszkał w swojej drugiej, po Izraelu, ojczyźnie - ZSRS, u boku siostry, która wyszła za mąż za wysokiego funkcjonariusza NKWD.

Aż tu nagle odnalazł się. Nekrolog w prasie głosił: "Dnia 13 lipca 2004 roku zmarł po długiej i ciężkiej chorobie przeżywszy 77 lat Henryk Podlaski pułkownik w stanie spoczynku". Spoczął na warszawskim Bródnie. A więc zbrodniarz przez pół wieku żył i to w Warszawie, tuż pod bokiem bezradnych organów ścigania.

W całej sensacyjnej sprawie nie zgadzał się tylko wiek, gdyż zbrodniarz był kilka lat starszy, oraz imiona rodziców. Bo Podlaski Hersz, syn Mojżesza i Szpryncy Austern, urodził się 7 marca 1919 r. w Suwałkach. Później zmienił imię na Henryk, ojciec został Maurycym, a matka Stanisławą. A może to kolejna mistyfikacja, jakich w życiu Podlaskiego było wiele. Może jeszcze raz jemu i jego rodzinie udało się wszystkich oszukać?