Bronili, aby oskarżać

Gdy jeden z sądzonych dowódców AK powiedział Mieczysławowi Maślance, że przyjęty sposób obrony godzi w jego honor, mecenas odpowiedział, że „ten towar nie jest już obecnie w obiegu". Miał opinię, że interesuje się tylko tymi klientami, których rodziny mogą dobrze zapłacić.

Mimo, iż wielu z nich zostało skazanych i straconych, czasem odmawiał podjęcia się obrony, bo - jak kiedyś oświadczył - "nie lubi chodzić na pogrzeby".

W procesach politycznych stalinizmu wyroki nie zapadały na sali sądowej, ale w zaciszu gabinetów. Bezpiece służyli nie tylko sędziowie i prokuratorzy, ale również adwokaci. To, jak się zachowywali i co mówili, było parodią obrony.

Adwokat Alicja Pintarowa w „szpiegowskiej" sprawie Witolda Pileckiego broniła Marię Szelągowską (szpiegowała, bo była kochanką rotmistrza) i mojego ojca Tadeusza Płużańskiego (wróg, ale jest młody i miał zasługi w czasie wojny). Pintarowa przyznawała otwarcie, że jedyną szansą dla oskarżonych jest współpraca z władzami, a ona sama wykonuje tylko instrukcje bezpieki. Szelągowska i Płużański zostali skazani na karę śmierci, zamienioną potem na dożywocie. Wyroki wydał wcześniej dyrektor departamentu śledczego MBP Jacek Różański (Józef Goldberg).

Różański postawił sprawę jasno: obowiązkiem rady obrońców [której przewodniczył Maślanko - TMP] jest gromadzenie dowodów przeciw oskarżonym. Sędziowie, chcąc stanąć po właściwej stronie tajnej policji politycznej, dzwonili do Różańskiego z pytaniem, jaki wyrok sugerowałby, będąc na ich miejscu. Różański odpowiadał lakonicznie: „pięć... dziesięć lat... dożywocie... kara śmierci".


Tadeusz M. Płużański
„Bestie. Mordercy Polaków." Reporterskie śledztwo o ludziach, którzy w czasach komunizmu mordowali polskich patriotów, za co nigdy nie zostali ukarani.
Wydawca: 3S MEDIA Sp. z o.o., Seria: Biblioteka Wolności – Historia, Wydanie I, Warszawa 2011